Thursday, December 11, 2008

UKWIECONA KALKUTA



Po atrakcyjnej, spontanicznie dlugiej jak na nasz napiety grafik, przygodzie w Darjeeling, pobyt w Kalkucie skrocil sie nam do zaledwie dwoch dni... Caly czas poruszamy sie w kierunku poludnia Indii gdzie spedzimy tegoroczne swieta i Nowy Rok stad taka precyzyjna agenda. Jak sie nam gdzies spodoba za bardzo to skraca sie nam automatycznie pobyt w jednym z nastepnych miejsc. Taka dola.
Kalkuta w niedziele okazala sie strzalem w "dziesiatke"... W miescie panowala urlopowa atmosfera, zredukowany do minimum ruch uliczny, miejscowe "blonia" wypelnione byly po brzegi setkami amatorow krykieta - ukochanej gry zespolowej Hindusow. W kategoriach miejskiej scenerii Kalkuta urzekla nas jeszcze bardziej niz Delhi.



Rozpoczelismy od niebywale eklektycznego Muzeum Indyjskiego (od strojnych orientalnych tekstyliow poczawszy, przez wypchane zwierzeta, szkielet slonia az na znakomitej przekrojowej kolekcji malarstwa Indii skonczywszy), dalej monumentalny i elegancki Memorial dla Krolowej Wiktorii i swiatynia patronki Kalkuty - bogini Kali.



Drugi i ostatni zarazem dzien spedzilismy w misji Matki Teresy oraz na targowisku kwiatow, ktore okazalo sie chyba najbarwniejszym zaulkiem na subkontynencie:-)Spacerom i fotografiom w kwietnych aromatach nie bylo konca...







Kalkuta oczarowala nas na wiele sposobow, niewielka ilosc czasu poswiecona tej onegdaj stolicy Indii, zaowocuje w przyszlosci pewnie ponowna wizyta...
Krotka wizyta = krotki felieton...
P.S. Jak tam kochani choinki juz wystrojone?

Monday, December 8, 2008

10 THINGS YOU MUST DO IN DARJEELING/10 POMYSLOW NA WIZYTE W DARJEELING

10- FRIENDS/PRZYJACIELE
Make lots of friends! Big hello 2 Keren, Roee, Nicky, Howard, Miranda, Ines & all other lovely people we met in Darjeeling!
Zawieraj nowe przyjaznie! Darjeeling jest na mapie wszystkich najsympatyczniejszych globtroterow ze wszelkich zakatkow swiata. Na fotce nasi nowi znajomi z Izraela, Cypru i Wielkiej Brytanii.



9- ZOO
Ogle at the cuteness of the red pandasat the modern himalayan breeding zoo.
Podziwiaj czerwone pandy, sniezne pantery, jaki oraz inne himalajskie gatunki zwierzat w tym ekologicznym miniaturkowym ogrodzie zoologicznym.





8- BAZAARS/BAZARY
Dig deep and find yourself some vintage clothing treasures in the countless street bazaars but only after you've stocked up on woolly hats & mittens.
Poszperaj i wyszukaj sobie ciepluchna czape na zime a la "peruwianka", retro bluze adidasa (vintage z lat 80!) albo jeszcze jakis inny suwenir w jednym z niezliczonych miejscowych targowisk z tysiac i jednym drobiazgiem.





7- GHUM & MONASTERIES GALORE/GHUM I KLASZTORY BUDDYJSKIE
Amble down the winding road from Ghum to Darjeeling stepping into the many gompas on the way.
Wyrusz na 8-kilometrowy spacer z Ghum do Darjeeling z widokami na Himalaje i wstap koniecznie do kilku przebarwnych buddyjskich klasztorow po drodze.







6- MINI PUB CRAWL/PUBOWA ESKAPADA
Indulge yourself with the local Rum ("Old Monk") starting from very authentic experience in Dafey Munal and finishing in Joey's - the warmest spot in the whole town.
Zakosztuj w miejscowym rumie "Old Monk" najpierw w lokalnym barze Dafey Munal za doslowny "grosik" by nastepnie osiasc na caly wieczor w Joey's najcieplejszy punkt calego miasta z pelnym menu trunkow i kominkiem!





5- TIGER HILL/TYGRYSIE WZGORZE
Gamble with weather in an effort to feast your eyes on the first light of day hitting Mount Everest.
Zagraj z nieprzewidywalna pogoda w "ciuciubabke", wstan o swicie a noz widelec (i lyzka...)dane Ci bedzie nacieszyc oko pierwszymi promieniami nowego dzionka padaacymi wprost na Mount Everest.



4- FRANK ROSS BREAKFAST/SNIADANIE U FRANKA ROSSA
Don't miss the beans on toast for breakfast served by the singing waitresses in Frank Ross. Cinnamon coffee is a must!
Nie przegap tostow z fasolka serwowanych przez rozspiewane panie kelnerki w jadlodajni Frank Ross. Cynamonowa kawa = niebo w gebie (uwaga uzaleznia!).





3- HOT STIMULATING CAFE/KAFEJKA POD SZYLDEM GORACEJ STYMULUJACEJ KAWY
Sip Darjeeling tea and sample momo's freshly prepared before your eyes at this tiny eco-friendly hillside pit-stop.
Delektuj sie herbatka Darjeeling podjadajac swiezo lepione przez urocza wlascicielke pierozki momo w tej wegetarianskiej restauracyjce-petitce w kolorze lila.





2- TOY TRAIN/KOLEJKA WASKOTOROWA
Revisit your childhood with a picturesque trip on the toy train. Like step back in time.
Poczuj sie jak beztroski dzieciak podrozujac w "zabawkowej" kolejce waskatorowej w niepowtarzalnych okolicznosciach przyrody.







1- HAPPY VALLEY TEA PLANTATION/PLANTACJA HERBATY "SZCZESLIWA DOLINA"
Mrs Kusum's colourful and personal introduction to 5 second tea, its healthy benefits, and why Darjeeling tea is the best in the world. All shown, explained & tasted in her cosy living room. Wait til she tells you her age!
I na miejscu pierwszym wizyta w domu zywiolowej pani Kusum na terenie plantacji "Szczesliwa Dolina", ktora wprowadza nas w arkana herbaty parzonej w 5 sekund, opowiada o jej zdrowotnych walorach oraz wyjasnia dlaczego wlasnie w Darjeeling produkowana jest najlepsza herbata swiata... Wszystko to wraz z poczestunkiem w jej duzym pokoju, nieprawdopodna frajda a z krzesel moi drodzy pospadacie jak Wam pani Kusum zdradzi tajemnice ile ma lat...



Friday, December 5, 2008

BHAKTAPUR - OUR FAREWELL TO NEPAL...

BHAKTAPUR - NASZE MAGICZNE POZEGNANIE Z NEPALEM...













FACES OF THE WORLD PART 1



POSTCARDS FROM LUMBINI / POCZTOWKI Z LUMBINI

...Where we visited the birthplace of Lord Buddha, pushed some very large prayer wheels, and almost went hungry for the want of an ATM.

...gdzie odwiedzilismy miejsce narodzin Buddy...













ZABAWA W ANTONIEGO GUCWINSKIEGO I W... JANA SUZINA



Les sie tak plodnie rozpisal o Narodowym Parku w Chitwan i sprytnie powybieral najbardziej udane sposrod fotografii, ze ja pewnie wypadne "niezazbytnio"...
To pierwsza tego rodzaju wyprawa w moim zyciu. Safari pelna para! Nocleg i zorganizowanie wyprawy (a takze spora czesc posilkow) powierzylismy sympatycznemu szwajcarsko-nepalskiemu hotelikowi Chitwan Forest Resort w wiosce Sauraha. Z przebogatej oferty miejscowych atrakcji choralnie wybralismy calodniowa wyprawe jeepem (czy to slowo zostalo juz zpolszczone do dzipa nie pamietam...) w glab tego najslynniejszego z kilkudziesieciu rezerwatow przyrody w Nepalu.
O swicie odebral nas nasz przewodnik Borot, czlowiek o sokolim wzroku, prawie 30letnim stazu w roli doswiadczonego przewodnika i glosie Morgana Freemana:-) Otuleni mgla przeprawilismy sie lodka na drugi brzeg rzeki gdzie czekal juz na nas nasz niesmialy acz doskonaly w samochodowe talenta pan kierowca. Cala naprzod ku nowej przygodzie! Taka gratka nie zdarza sie co dzien!



Od pierwszych minut naszej dziewiczej eskapady ku florze i faunie Nepalu bylismy niezmiernie podekscytowani. Pierwsza godzina przedzierania sie przez gesta pokrywe lesna parku zaowocowala "wylapaniem" zaledwie kilkunastu malp Makakow w zielonych gaszczacz, co zadna rewelacja nie bylo zwazywszy ze widujemy je niemal na co dzien tak w Indiach jak i Nepalu. Staly sie one prawie tak nieodzownym elementem miejskich krajobrazow na subkontynencie indyjskim jak swiete krowy:-) W pewnym momencie Borot kazal zatrzymac sie naszemu kierowcy i wycofac powolutku i cichutku, kilka sekund pozniej oniemieli zauwazylismy wygrzewajacego sie na sloncu krokodyla zaledwie kilka metrow od nas! Prehistoria zajrzala nam gleboko w oczy, adrenalina podskoczyla jak na koncercie Roisin Murphy conajmniej i od tej wlasnie pory wiedzielismy, ze bedzie to jeden z najbardziej przygodowych dni naszego calego zycia!



Coz za nieopisana frajda, mijamy paradnie przechadzajace sie pawie, nad glowami co chwile przemykaja nam papugi i inne ptaszyska o rajskich upierzeniach, gdzies w oddali dziki, jelenie... Chyba jednym z najbardziej zapadajacych w pamiec momentow byl spontaniczny i halasliwy "wystep" sporej grupy szakali, ktore sobie tylko zrozumiala kakafonia nawolywan przebily "przereklamowane" wilcze wycia... Magiczna chwila jak z filmu przyrodniczego. Tylko za nic w swiecie nie moglismy doszukac sie Krystyna Czubowny na "pokladzie" naszego jeepa... Sie schowala gdzies spryciara i komentarz dopowiedziec musielismy sobie sami...
W lesnych rejonach gdzie transport na czterech kolach byl uniemozliwiony przedostawac musielismy sie na piechote. Tuz przed przerwa na drobny posilek,za namowa naszego przewodnika, wdrapalismy sie na drzewo skad podziwac moglismy z oddali przygotowujacego sie do popoludniowej drzemki nosorozca! Jak sie potem okazalo to byl tylko poczatek naszych bliskich spotkan z tymi olbrzymami. Mielismy nieprzecietnego farta trafic na tak uwaznych opiekunow, po drodze mijamy inne zalogi na jeepach, ktorym przez caly dzien nie udalo sie wytropic zadnego z nosorozcow! A my widzielismy az cztery nananananana:-D
Pomimo ze nie udalo sie nam zobaczyc zadnej hieny, leniwca ani tygrysa (jest ich juz tutaj tylko okolo stu...) to i tak bylismy w pelni usatysfakcjonowani. Perypetie z kamera wsrod zwierzat!





Tak jak rozpoczelismy nasze spotkanie z przyroda o swicie, tak dzien konczylismy doslownie dobiegajac do punktu widokowego po "naszej" stronie rzeki by zlapac ostatnie promienie zachodzacego slonca. Co za dzien! Co za miejsce!



Nastepnego dnia na tereny rezerwatu powrocilismy juz tylko na godzinke ale za to na grzbiecie wielkiego przyjaciela slonia! Paradoskalnie jest to najbardziej ekologiczny sposob na zwiedzanie parku, ktory nie zakloca eko-systemu a i wszyscy mieszkancy Chitwan zachwouja sie jak najbardziej naturalnie. Stad mama nosorozec i jej "malenstwo" spacerujace w odleglosci 2/3 metrow od nas! NIEPRAWDOPODOBNE!
Podczas naszego szalenie udanego pobytu w wiosce Sauhara odwiedzilismy takze centra sloni i krokodyli gariali z zaawansowanymi programami ochrony i rozmnazania tych stworzen oraz sierociniec dla zwierzat. Fotka z maluchem-sloniem oraz ta z tygrysem pochodza wlasnie stamtad. Sama slodycz!





Ostatniego wieczoru zaproszeni zostalismy do lokalnego domu kultury na wysmienity pokaz plemiennych tancow i spiewow w wykonaniu miejscowej trupy arcy-utalentowanej mlodziezy ludu Tharu. Doskonalemu przedstawieniu nie przeszkodzila nawet tradycyjna w Nepalu wieczorna przerwa w emisji pradu, siedzac w pierwszym rzedzie, zaopatrzony w latarke, stalem sie na kilkanascie minut dumnym panem od oswietlenia - panem reflektorem ha ha...
Nie moglbym wymienic ani jednego aspektu naszego wypadu do Chitwan, ktory zrobilby na nas negatywne wrazenie. Po Katmandu i Pokarze zupelnie nie spodziewalismy sie nastepnych atrakcji na taka skale. Wisienka na torcie.
A propos tortu. Korzystajac z okazji pobawie sie w Jana Suzina na chwilke i zloze najserdeczniejsze zyczenia w dniu urodzin mojego kuzyna Maciusia z Niedobczyc oraz przesylam powinszowania duzo duzo zdrowka, usmiechu, pogody ducha, nieustannej weny w rymowanych opowiesciach, plodnej dzialki oraz z babci i calej rodzinki pociechy w przeddzien Twojego swieta kochany dziadziu! Wiec 100 lat 100 lat dla dziadzia Stefana!!! Podrozowanie po swiecie to spelnienie mojego wielkiego marzenia, ktore tez troche zabiera mnie w swiat bajek, legend i fantazji z Twoich opowiadan z mojego dziecinstwa...

Tuesday, December 2, 2008

ULUBIONE MIEJSCA...

Teshi Delek, Kathmandu



Przepysznosciowa hybryda kulinariow tybetanskich & meksykanskich. Enchilady i Thentuki a wszystko popite naszym najnowszym ulubionym drinkiem na swiecie chilli tzw TONGBA (solidny kufel wypelniony sfermentowanym ziarnem 'millet' , ktory zalewa sie wrzatkiem i saczy przez specjalna bambusowa rurke mniammmmmmmmmm!).



Extra-delicious mixture of tibetan & mexican cuisines. Los enchiladas & veg thentuks all finished off wit a few sips of TONGBA (=fermenting dried millet filled container with freshly poured boiling water sipped through bamboo straws, yummmmmmmmy!)